Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi bananafrog z miasteczka Kraków. Mam przejechane 49166.77 kilometrów w tym 3885.77 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 11397 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy bananafrog.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 67.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 03:56
  • VAVG 17.03km/h
  • VMAX 44.30km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Sprzęt Trek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powerade MTB Marathon Kraków 2009

Niedziela, 30 sierpnia 2009 · dodano: 31.08.2009 | Komentarze 5

409/796 OPEN MEGA
130/259 M3 MEGA

Znów nie było łatwo, bo dzień wcześnie wracając z urlopu zmokłem i spędziłem 'mokre' trzy godziny w pociągu z Bielska-Białej do Krakowa. Wieczorem czuję lekki ból gardła, trochę kaszlę, nawet czuję lekki ucisk w klacie. Na dodatek mam problemy z formalnościami, ale na szczęście udaje się je rozwiązać w sobotę po 21.00.
Wstałem późno i przyjechałem na Błona około 10:40. Kiedy ustawiłem się grzecznie na końcu potwornie długiego ogonka, wiedziałem, że nie jest dobrze – wokół mnie za dużo ludzi z pedałami platformowymi, podpórkami, błotnikami, nawet na crossach. Start będzie długi...
Start!! Z przodu ruszają, ja stoję. Jadą w kierunku Cracovii, ja stoję. Zawracają i mijają mnie z prawej, a ja ciągle stoję! Wreszcie ruszamy, ale na początku nie mogę jechać szybciej niż 6 km/h... Masakra.
Tym razem – inaczej niż na dwóch poprzednich maratonach – postanawiam od razu przycisnąć i wyprzedzać. Nawet ryzykując kurczami i zgonem w końcówce. Boję się korków i słabych zawodników blokujących ścieżki.
Wyprzedzam sporo osób, zwłaszcza na podjeździe pod zoo. Jadę lewą stroną i mijam chyba kilkadziesiąt osób. Pozdrawiam Zygmunta, który w roli fotografa przygląda się podjeżdżającym. Na czarnym szlaku w dół do Zakamycza zaczyna się szybsza jazda, chociaż bike trochę się ślizga na małych kamyczkach. Na Greenwayu do Kryspinowa końcówka linki przerzutki zaczyna obijać się o łańcuch, potem wchodzi pod łańcuch, wreszcie klinuje się w prowadnicy. Naprawiam to na pierwszym bufecie.
Z ulgą zauważam, że błota jest mało, mimo sobotnich całodziennych opadów. Na asfalcie w Morawicy podpina się pode mnie jakiś gość i ciągnę go ponad kilometr. Potem wyprzedza mnie i mówi: wskakuj na koło. Korzystam i trochę odpoczywam, gubię go, kiedy zaczyna się terenowy podjazd. Od Wąwozu Półrzeczki teren oczywiście bardziej wymagający. Jadę szybko, patrzę, średnia 19.3 km/h po około 20 km. Nieźle jak na mnie.
Na czarnym szlaku w Mnikowie podjeżdżam mimo, że jest ślisko i wszyscy prowadzą. Dopiero później jestem zablokowany i muszę zejść. Na krótko, już za chwilę wpinam się ponownie. Czuję już zmęczenie, tempo, które sobie narzuciłem jest szybsze niż zazwyczaj, ale staram się nie zwalniać. Co będzie później, to będzie...
Na czerwonym szlaku w Baczynie korki zmuszają mnie do prowadzenia, ale z satysfakcją zauważam, że i tak jadę więcej niż inni. Również w dół, co jest nowością w moim przypadku. W Lesie Tenczyńskim na szerokiej szutrówce znów wyprzedzam.
Bukowa Góra i na początku zjazdu kałuża, w której kilka miesięcy temu w czasie treningu 'utonąłem' po zaliczeniu gleby. Zatrzymuję się i ustawiam w kolejce obchodzących prawą stroną. Niestety, przejście jest baardzo wąskie i robi się niezły korek. Niektórzy przejeżdżają wpław i po kilkudziesięciu sekundach, mimo złych doświadczeń z przeszłości decyduję się przejechać. Udało się, nie zatonąłem!
Zjazd momentami trudny, ale jadę. Mimo wykrzykników, mimo tego, że większość prowadzi. W ogóle z satysfakcją zauważam, że zjeżdżam tam, gdzie wielu prowadzi. Chyba ustroński maraton z długimi stromymi zjazdami oswoił mnie z jazdą w dół. Na podjeździe w Nielepicach i przez Kamienną Górę znów wyprzedzam.
Dojeżdżam do osławionego Wąwozu Kochanowskiego. Na szczycie zatrzymuję się i patrzę w dół. Facet stojący przy zjeździe zachęca do jazdy w dół. Chwilę się waham, ale w końcu wsiadam. Rower tańczy, ale jadę. Jestem ekstremalnie skupiony, ledwie dostrzegam fotografów, ledwie słyszę krzyki dopingujące do jazdy. Dopiero w drugiej części koła zaczynają niebezpiecznie świrować w wąskiej, glinianej rynnie. Wypinam się i kilkanaście metrów zbiegam w dół. Po chwili jednak znów się wpinam i zjeżdżam na sam dół. Jestem w lekkim amoku, ale i dumny z siebie. To pierwszy maraton, na którym w sumie do końca wyprzedzam sporo osób w dół. Istne szaleństwo! ;)
Las Zabierzowski spokojnie. Na szutrówkach dojeżdżam kolejne grupy i podpinam się na kilkadziesiąt sekund, po czym atakuję i zostawiam grupkę w tyle. Górna droga, potem trochę asfaltu, zjazd czarnym szlakiem do Aleksandrowic i znów asfalt. Jadę równo, czuję już spore zmęczenie, nogi palą, ale nie zwalniam.
Płaski Kryspinów, w którym decyduję się przesmarować wypłukany łańcuch i powrót pod Lasek. Na czarnym z Zakamycza znów wyprzedzam. Potem na czerwonym – tu jest trudniej technicznie, ale to trasa moich treningów w Lasku, znam każdy korzeń i jadę. Jako jedyny jak okiem sięgnąć. Proszę o drogę i jadę aż do końca. Zjazd singletrackiem faktycznie wymagający. Szczególnie fragment z niezłym skokiem w dół. Jestem w szoku, że jadę, a tak wielu zawodników prowadzi. W sumie łącznie z podjazdem za mostkiem aż do powrotu na czerwony szlak wyprzedzam ze 40 osób. Zjazd niebieskim rowerowym to czysta przyjemność, tu znów znam każdy zakręt. Teraz Sikornik, jeszcze trochę zakrętów i krótkich ostrych zjazdów i już tylko płasko na Błonia. Na Błoniach kątem oka dostrzegam zbliżającego się zawodnika. Patrzę na licznik, jadę około 18 km/h, już ledwo kręcę. Jednak kiedy zawodnik zbliża się na kilkanaście metrów, przyciskam i na liczniku widzę 28 km/h. Czyli jednak się da ;). Niezagrożony dojeżdżam do mety. Gość za mną mówi: „chyba przyspieszyłeś, bo mnie zauważyłeś”. Odpowiadam, że tak, końcówka powinna być prawdziwą sportową rywalizacją. Obydwaj się śmiejemy.
Gdzieś na trasie na podjeździe, na ostrym zakręcie, naciskany przez zawodników z tyłu i blokowany z przodu, nie udaje mi sie zapanować nad rowerem i zaliczam glebę. Jednak to nie to, co w Ustroniu – delikatne obtarcie przy prawym nadgarstku i lekkie stłuczenie na prawym biodrze. Nawet nie czuję tego po drodze. Czyli kolejny maraton bez poważnej kontuzji :).
Kiedy sprawdzam się na liście i widzę pozycję 'czterysta coś', jestem trochę podłamany. Tak daleko? Dopiero popołudniu Shem, który jechał GIGA, uświadamia mi, że w MEGA startowało około 800 zawodników. Czyli wyprzedziłem na trasie na pewno ponad 300 osób, w tym, jak już pisałem, kilkadziesiąt osób na zjazdach, co najbardziej mnie cieszy. W sumie jestem zadowolony. To mój pierwszy sezon startowy i przyjeżdżam konsekwentnie w połowie stawki lub trochę dalej. Mam też podobną stratę do pierwszego. W przyszłym sezonie będzie okazja do porównania wyników. Trzeba tylko dobrze przepracować zimę.


Kategoria XCM



Komentarze
JPbike
| 18:59 czwartek, 1 października 2009 | linkuj Gratulacje !
Rzeczywiście po tej relacji widać Twoje postępy - oby tak dalej :)
Masz rację - zimą czeka nas mnóstwo treningów ...
Pozdrawiam
bananafrog
| 19:00 środa, 2 września 2009 | linkuj Wniosek z tego, że podjazd pod zoo jest w miarę wymiernym wskaźnikiem możliwości. Nie pierwszy raz dochodzę do takiego wniosku. Fajnie, bo taką próbę łatwo przeprowadzić.
sheep
| 21:22 wtorek, 1 września 2009 | linkuj Gratuluję. Widzę że nie tylko kopiec jeździmy dość blisko :-)
bananafrog
| 21:53 poniedziałek, 31 sierpnia 2009 | linkuj Tak, tak, w przyszłym sezonie zamierzam pomykać szybciej :-)
shem
| 16:22 poniedziałek, 31 sierpnia 2009 | linkuj Widzę, że Tobie też coraz lepiej idzie. W przyszłym sezonie na pewno będziemy jeździć jeszcze szybciej. Istne szaleństwo! ;)
Pozdrawiam
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa dmree
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]